Oczy zmróż Previous item Nowa Pieśń – warsztaty Wrocław Next item Szkoła uwielbienia –...

Oczy zmróż

Kiedy w szkole uwielbienia zbliżmy się do miejsca, gdy nauczamy o tym, co nie jest uwielbieniem i jak charakteryzuje się coś, co tylko je imituje, coś co jest fałszywe, ten czas budzi znacznie więcej emocji. Na majowy zjazd do Pardubic przyjechałem na czas, zwłaszcza, że zostałem poproszony do eksperymentu na scenie. Lubię, kiedy Ewa prowadzi uwielbienie, chociaż jest Czeszką, to uważam, że wyczuwa dość dobrze język polskiego uwielbienia, poruszając się w nim z dużą wrażliwością i intuicją. Często się śmieję jej mówię, że jest „nasza”.

Stoimy na scenie i pytam jej, co masz w sercu? Jaki masz plan, jeśli w ogóle go masz? Uśmiechnęła się i rzuciła: „zobaczymy”. Na scenie oprócz nas dwóch innych uczestników szkoły, liderów, którzy mieli zadanie włączać się w to coś, co miało się pojawić.

Rozpoczęliśmy dwoma akordami i czekaliśmy w modlitwie. Czekaliśmy bardzo krótko. Coś jakby fala od tyłu sceny zaczęło na nas napierać. Doświadczenie niezwykłe i inspirujące. Bardzo dobrze się poczułem. Bóg potwierdzał swoją Obecność. Czy jest coś ważniejszego dla prowadzącego uwielbienie, niż poruszająca się i manifestująca się Boża Obecność?

Ta gęsta fala, można powiedzieć chmura, nie zatrzymała się jednak, przeszła przez nas i przeniosła swoją manifestację na uczestników poniżej sceny. Teraz czułem się jak na pustyni, choć sadzawka była 3 metry dalej. Gitara brzmiała jak karton, glos nie lepiej, wszystko jawiło mi się jakieś puste i suche. Ewa spojrzała na mnie, chyba miała się podobnie, jak ja.

Za to „na dole” działo się coś, co trudno opisać. Gdyby przymrużyć oczy, może udało by się zobaczyć dyrygenta, który raz po raz wskazywał batutą następną rolę do odegrania przez członka orkiestry. I tak pośród tych przetaczających się fal Bożej Obecności, pojawiał się ktoś z Sali, kto brał inicjatywę i coś robił. Raz ktoś wziął mikrofon i zaczął śpiewać pieśń o Nim, niepowtarzalną, wyjątkową. W innym momencie, inna osoba powiedziała, że na tym miejscu jest uzdrowienie i zaczęła modlić się o ludzi z konkretnym schorzeniem. Sceny odgrywały się jak w teatrze, albo dziki taniec, albo pokłon i śpiew w językach. Widziałem łzy i śmiech, okrzyki radości i ludzi zanurzonych w ciszy, tych co mieli wzniesione ręce, oraz proszących gestami i ruchami ciała o więcej. Czyżby się upili młodym winem?

Stałem patrząc na to z zupełną pewnością, że nie mam w tym, cząstki, udziału, że to działanie jest suwerenne, prosto z nieba. Nikt nie mógł przypisać sobie tego co się wydarzyło, powiedzieć, że dzięki jego obdarowaniu, namaszczeniu i zdolnościom, Bóg przyszedł. To był On.

Dyrygent pracował z orkiestrą ludzkich serc, wywołując z tych serc dary, które wcześniej tam złożył. Harmonia jedności i piękna dotykała nas i koiła ból, zmęczenie i troskę. Doświadczyliśmy dźwięków nieba, słów nieba i pokoju nieba. Po takim doświadczeniu, jest się do czego odnosić, mówiąc o fałszywym uwielbieniu. Chyba prawdą jest to, że istotą jest znać dobrze to co prawdziwe, aby nie zdryfować na ścieżki fałszu

Add Your Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

8 + twelve =