Głos wołający Previous item Przebiśniegi Next item Chmura obecności

Głos wołający

Zapakowawszy całego siebie do zmrożonego, poczciwego starego Nissana zmierzam sennie na kolejne tygodniowe spotkanie uwielbieniowo-wstawiennicze wypruty z emocji… bilans tygodnia był nie za ciekawy. Jednak uwierający na styku duszy i ciała głód Bożej obecności pcha mnie do góry po schodach…Wchodzę, witam się z małżeństwem wstawienników, siadam, kilka słów – wszyscy wiemy, że nie po to tu przyszliśmy więc chwytam gryf pięknego akustyka „Cort”, a jego ciepłe brzmienie uderza w receptory duszy… Kompani, są tak spragnieni Boga, że odlatują wykrzykując Bogu swą wdzięczność i po chwili tracę z nimi kontakt… Dziwię się że jeszcze słyszą muzykę i  myślę „gdziekolwiek są, to jest moje miejsce spełnienia”. Przychodzi ogień, tchnienie, jakiś łyk naładowanego powietrza z głębi serca – namaszczenie robi swoje, dołączam do moich kompanów – nie zamykają nam się paszcze. Śpiewamy, krzyczymy, milczymy i czekamy na to, co Duch święty chce dziś przez nas wyrazić. Po dwudziestu minutach ochrypłem wiec pauzuję. Zmieniam bicie w struny bo czuję w sercu, że Wielki Wojownik daje nam poznać  żarliwość o Jego dom – odzyskuję głos więc proklamuję Jego wolę dla Kościoła. Jestem w miejscu mojego przeznaczenia myślę, śpiewamy w językach całkiem niecicho, chyba nawet niereligijnie… Co jest? Myślę: tak ma dziś być? Mówię OK i nie wymiękam. Otwieram buzię i śpiewam… i przypomina mi się werset, że Bóg dał mi Ducha WOŁAJĄCEGO „…Abba Ojcze…” to nie pasywna osoba, to nie cichy orędownik, niekoniecznie zawsze cichy Duch Święty. Tak – to Duch WOŁAJĄCY, chcący być słyszanym a nie pasywny zawodnik, taka jest jego natura! Mieszka we mnie Potężny Wojownik, który chce czasem coś porządnie przeze mnie pohałasować i coś wykrzyczeć – a kiedy oddaję się temu bez REZERWY, staję się instrumentem, ofiarą żywą – chrypa gwarantowana.  Jezus zapowiedział uczniom, że gdy ten Duch WOŁAJĄCY przyjdzie – „…mnie uwielbi”, dynamika ekspresji Królestwa jeszcze wiele razy zaskoczy.

Kończymy – ja jednak pomimo  że w pokoju jest chłodno, jestem porządnie zgrzany. Moi towarzysze nic nie mówią i wyglądają jak upojeni. Widzę „banany” na twarzach, nikt nie chce kończyć.

Tak, znów zanurzyłem się w rzece płynącej z jego tronu, straciłem – a właściwie: oddałem kontrolę ale istota i dynamika tej utraty kontroli zawsze prowadzi do źródła. Ezechiel po wyjściu z szalonego nurtu usłyszał  „…potem kazał mi iść z powrotem brzegiem potoku” Ezechiel 47:6. Oddaję kontrolę, czuję stresik a to jednak prowadzi do źródła – do Jego Obecności, to istota bożej hydrodynamiki zatracenia się w uwielbieniu. Wracam do domu, chcę być miły dla wszystkich. To piętno Jego obecności.

Tekst autorstwa Darka Niewinowskiego, lidera uwielbienia z Kostrzyna nad Odrą oraz członka zespołu w Dębnie, w kościele KBWCh.

2 Comment(s)
  • Desy Posted 16 marca 2018 14:27

    Very blessed words! Thank you bro…

    • Bogdan Posted 21 kwietnia 2018 17:19

      Thanks Martina, very much.

Add Your Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

eleven + twelve =